Fot.: st. chor. Piotr Ziętka

Nieustannie szukał poparcia dla sprawy polskiej

36 zdjęć w galerii
Autor zdjęcia: st. chor. Piotr Ziętka
"Jam jest Traugutt" - krzyknął tuż przed śmiercią ostatni przywódca powstania styczniowego, powieszony 155 lat temu na stokach warszawskiej Cytadeli, w obecności trzydziestotysięcznego tłumu. Potwierdził w ten sposób oddanie polskiej sprawie i własnym ideałom, dla których był gotów zapłacić najwyższą cenę. Dziś w parku jego imienia w Warszawie odczytany został Apel Pamięci na cześć tego wydarzenia. W uroczystości uczestniczył gen. bryg. Robert Głąb, dowódca Garnizonu Warszawa.
Wraz z gen. Romualdem Trauguttem stracono członków Rządu Narodowego: Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego. Rosjanie próbowali orkiestrą zagłuszyć tłum modlących się głośno Polaków, dla których ofiary egzekucji były bohaterami narodowymi.  
Przywódcą powstania styczniowego Traugutt został w październiku 1863 r. Przyjmując to stanowisko podjął heroiczną próbę przedłużenia dogorywającego już powstania, tak by dotrwać do dnia, w którym nadejdzie pomoc z zagranicy. Reorganizował siły powstańcze, a luźne oddziały partyzanckie przekształcił w regularne wojsko tworząc 5 korpusów. Powołał specjalny organ administracyjno-sądowy mający nadzorować uwłaszczenie chłopów. Przygotował koncepcję powołania pospolitego ruszenia i mobilizacji całego społeczeństwa do walki z Rosją. Prowadził szeroko zakrojoną politykę zagraniczną, nieustannie szukając poparcia dla sprawy polskiej.
W nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 r., na skutek denuncjacji, rosyjska policja aresztowała Traugutta w jego warszawskiej kwaterze. Podczas śledztwa nie zdradził żadnego z towarzyszy. 19 lipca 1864 r. rosyjski sąd wojskowy skazał go na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano 5 sierpnia. Niedługo po śmierci Traugutta, zaczął się rozwijać kult jego osoby. W II RP propagatorem jego legendy był Józef Piłsudski.