None

300 km kajakiem po Wiśle

16 zdjęć w galerii
Autor zdjęcia: kmdr ppor. Marcin Braszak
Wczoraj po południu (11.05) przy plaży miejskiej w Gdyni zakończył swój kajakowy rejs po Wiśle bosmanmat Szymon Machnowski z 43. Bazy Lotnictwa Morskiego. Celem wyprawy było wsparcie charytatywnej zbiórki pieniędzy na leczenie 3-letniego Emila.
Szymon rozpoczął swą przygodę z Wisłą w poniedziałek, 4 maja, odcumowując kajak z przystani we Włocławku. Założył, że pokonywał będzie dziennie ok. 40 km rzeki, choć pierwszego dnia przepłynął ponad 60. Nie zawsze jednak pogoda pozwalała na takie tempo. Głównym przeciwnikiem był wiatr, a pod koniec rejsu także silny opad deszczu, niska temperatura i silne falowanie morza. Po drodze musiał zmierzyć się nie tylko z wiatrem, ale także z wywrotkami, uszkodzeniami sprzętu, czy koniecznością przeciągnięcia kajaka z 60-kilogramowym ekwipunkiem z powodu zamkniętej śluzy w Przegalinie. W Tczewie, po uszkodzeniu namiotu, z opresji wybawił go mieszkający w tym mieście, kolega z jednostki. Początkowy plan rejsu zakładał wyjście na morze Przekopem Wisły, co wiązałoby się z dość długim odcinkiem, który podróżnik musiałby pokonać na wodach Zatoki Gdańskiej. W związku z pogarszającymi się prognozami Szymon podjął decyzję o przepłynięciu do Gdańska Martwą Wisłą. Od Sobieszewa towarzyszył mu, kajakiem, emerytowany żołnierz – weteran z Iraku i Afganistanu, kontroler ruchu lotniczego z Pruszcza, Jarosław Kubiak. Dalszy rejs w kierunku Westerplatte i wyjścia na Zatokę Gdańską wstrzymał kapitanat gdańskiego portu, z uwagi na niekorzystne warunki – silne falowanie. W końcowym, 20 kilometrowym odcinku, od Gdańska do Gdyni Szymona eskortował zespół ratowników Life Guard Gdynia. Kilka minut przed 17.00, w strugach ulewnego deszczu, przy metrowej fali, kajakarz przybił do brzegu na plaży głównej w Gdyni. Na mecie czekali znajomi i rodzice 3-letniego, cierpiącego na wodogłowie i epilepsję Emila, dla którego Szymon zdecydował się płynąć.