Srebrna strzała na wschodniej flance

2 zdjęć w galerii
Najpierw szybki przerzut wojsk na odległość tysiąca kilometrów, potem współpraca z Batalionową Grupą Bojową NATO, wreszcie powrót do macierzystej jednostki – blisko 150 żołnierzy 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej wzięło udział w ćwiczeniu „Silver Arrow ’21”. Na Łotwie przeszli również certyfikację przed kolejną zmianą PKW Rumunia.
To ćwiczenie tak naprawdę się rozpoczęło, jeszcze zanim żołnierze wyjechali na poligon. – Dla nas ważnym testem jest już sam przerzut wojsk. Bo to wcale nie tak prosta sprawa, jak mogłoby się wydawać – podkreśla por. Krzysztof Sladek, dowódca kompanii skierowanej na Łotwę. Na początku września jednostkę w Międzyrzeczu opuściły transportery opancerzone Rosomak, samobieżne moździerze Rak, ciężarówki – łącznie niemal 30 pojazdów. Do tego blisko 150 żołnierzy z 1 Batalionu Piechoty Zmotoryzowanej. Pojazdy sformowały kolumnę, która po opracowanej wcześniej trasie ruszyła w kierunku granicy z Litwą i dalej na łotewski poligon Ādaži. – Dystans wynosił ponad tysiąc kilometrów, a jego pokonanie, łącznie z zaplanowanym wcześniej postojem, zajęło nam 36 godzin – informuje por. Sladek.

Potem żołnierze niemal z marszu przystąpili do działań, które przede wszystkim miały sprawdzić poziom wyszkolenia Batalionowej Grupy Bojowej NATO. Cztery tego typu formacje stacjonują w państwach bałtyckich i w Polsce. Mają wzmocnić tzw. wschodnią flankę. Na Łotwie państwem ramowym eFP (z ang. enhance Forward Presence) jest Kanada, co oznacza, że to właśnie jej żołnierze tworzą trzon grupy.

W samym ćwiczeniu „Silver Arrow ’21” łącznie wzięło udział ponad 3 tys. żołnierzy. Na poligon wyjechało kilkaset jednostek sprzętu – od bojowych wozów piechoty po czołgi. Polscy żołnierze weszli w skład sił OPFOR, czyli przeciwnika Batalionowej Grupy Bojowej. – Ramię w ramię z nami działały pododdziały z USA, Norwegii, Łotwy, Litwy i Holandii. Do dyspozycji prócz naszych Rosomaków mieliśmy m.in. bojowe wozy piechoty Bradley, CV40 czy śmigłowce Black Hawk – wylicza por. Sladek.

Pierwsze pięć dni upłynęło na zgrywaniu pododdziałów. – W tym czasie dogrywaliśmy szczegóły związane z rozmieszczeniem sił, wymianą informacji, trenowaliśmy poszczególne elementy czekającego nas zadania – wylicza dowódca polskiej kompanii. Potem przyszedł czas na właściwą część manewrów. Siły OPFOR miały przeprowadzić natarcie na swojego przeciwnika. – Scenariusz był bardzo dynamiczny. Według niego powinniśmy zająć wskazany wcześniej obiekt. To się nie udało, więc przeszliśmy do działań opóźniających i obrony, wreszcie płynnie przeprowadziliśmy kontratak. Przećwiczyliśmy całe spektrum działań, do których są przeznaczone nasze pododdziały – wyjaśnia ppor. Jacek Kostrzewa, dowódca trzeciego plutonu polskiej kompanii, i dodaje: – Dla mnie było to pierwsze tak duże ćwiczenie. Niedawno ukończyłem Akademię Wojsk Lądowych we Wrocławiu i niemal od razu przyjechałem tutaj. Trzeba było się odnaleźć w międzynarodowym środowisku: różne typy uzbrojenia, procedury NATO, język angielski... Na szczęście wszystko poszło tak, jak sobie założyłem. Naprawdę było to cenne doświadczenie – zauważa.

Tymczasem pomimo zakończenia głównej odsłony „Silver Arrow” polscy żołnierze nie zjechali z poligonu. – Wyjazd na Łotwę oznaczał dla nas także certyfikację kolejnej, dziesiątej już zmiany PKW Rumunia. Sprawdzaliśmy przygotowanie na poziomie plutonów – tłumaczy por. Sladek. Test przybrał formę pętli taktycznej, gdzie żołnierze przez dwie doby realizowali kolejne zadania, raz po raz zmieniając role. Jeden z plutonów na przykład podczas patrolu wpadał w zasadzkę. Żołnierze musieli odeprzeć atak przeciwnika. Następnie sami podobną zasadzkę organizowali. Tym razem to oni atakowali, uderzenie zaś odpierał kolejny z plutonów. Scenariusz zakładał też szybki przerzut pododdziałów na pokładzie Black Hawków. – Żołnierze docierali we wskazany rejon, gdzie desantowali się z pokładu i przeprowadzali rozpoznanie – relacjonuje dowódca kompanii. Następnie również na pokładzie śmigłowca wracali do rejonu wyjściowego.

Na poligonie żołnierze z 17 BZ korzystali z laserowych symulatorów nakładanych na broń osobistą oraz instalowanych na pojazdach. Jeśli emitowana przez nie wiązka dosięgała przeciwnika, trafienie było sygnalizowane przez system czujników. – Dzięki temu mogliśmy działać w warunkach maksymalnie zbliżonych do tych, które panują na polu bitwy. To stanowi dla żołnierzy dodatkową motywację – zapewnia por. Sladek.

Certyfikacja plutonów to kolejny etap przygotowań do misji, która dla X zmiany rozpocznie się na początku przyszłego roku. Polski kontyngent jest obecny w Rumunii od 2017 roku. Liczy do 250 żołnierzy. Do dyspozycji mają oni 14 Rosomaków. Polacy biorą udział w ćwiczeniach z wojskami rumuńskimi oraz siłami NATO. Decyzja o rozpoczęciu misji zapadła na szczycie Sojuszu w Warszawie i ma związek ze wzmacnianiem wschodniej flanki NATO. Kolejne zmiany PKW wystawia właśnie 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana.

W piątek rano żołnierze z Wędrzyna wyruszyli w drogę do macierzystej jednostki.


Tekst: Łukasz Zalesiński PZ