Dla ciebie gramy

Afgańska misja Pawła Poświata trwała zaledwie sto dni.
Zawsze mogłem na niego liczyć. Zgłaszał się, ilekroć potrzebowałem ochotnika. Angażował się w wykonanie każdego zadania”, wspomina ppłk Damian Kidawa, który był dowódcą sierż. Pawła Poświata, gdy ten służył w 5 kompanii zmotoryzowanej 2 Batalionu 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

ZNAŁ SIĘ NA RZECZY

Paweł Poświat miał 22 lata, gdy w 2005 roku rozpoczął służbę w 17 WBZ. Służył na stanowisku kierowcy i szybko dał się poznać jako miłośnik motoryzacji, szczególnie tuningowanych samochodów. Koledzy z kompanii byli przekonani, że Paweł potrafi poprowadzić każdy pojazd, który porusza się nie tylko na kołach, jak rosomak, honker czy terenowy Star 266, lecz także na gąsienicach, jak BWP-1. „Czuł każdą maszynę. Było widać, że prowadzenie sprawia mu radość”, opowiadają koledzy. Lubił szybką jazdę, co w przypadku pojazdów, którymi kierował, oznaczało około 60 km/h.

„Był moim najlepszym przyjacielem”, mówi st. szer. Cezary Piotrowski, który mieszkał z Pawłem przez sześć lat w jednym pokoju w internacie. Wspomina, że największą samochodową miłością Pawła stały się BWP-y. Sentyment do tych maszyn mu pozostał, nawet gdy do wyposażenia wojska weszły rosomaki. „Potrafił naprawić każdą maszynę, doskonale znał się na mechanice. Rozkręcał urządzenie do ostatniej śrubki, aby je zreperować”, podkreśla podoficer. Opowiada, że gdy BWP-y miały być gotowe do wyjazdu o godzinie 7.00, Paweł wstawał o 4.00, aby je uruchomić i sprawdzić, czy są w pełni sprawne. „Pokazywał, jak uruchomić BWP-a, który nie chce odpalić. Był fachowcem, znał się na rzeczy”, opowiada st. szer. Paweł Szumilewicz, który służył z nim w 5 kompanii.

„Był uczynny, pomocny, koleżeński, pracowity. Koledzy zawsze mogli na niego liczyć, podobnie jak przełożeni”, dodaje st. sierż Michał Babczyński. Paradoksalnie te cechy przyczyniły się do śmierci Pawła Poświata. W marcu 2011 roku wyjechał do Afganistanu jako kierowca specjalistycznego wozu ewakuacji i ratownictwa technicznego typu recovery. Spędził tam zaledwie sto dni. „To była jego pierwsza misja. Miał pewne obawy, ale przeważyło poczucie obowiązku”, dodaje st. sierż. Babczyński. Decyzja o wyjeździe była przemyślana. Poprzedziły ją długie rozmowy - z kolegami oraz z rodziną.

TAKI BYŁ PAWEŁ

W prowincji Ghazni polscy i afgańscy żołnierze prowadzili działania, które z jednej strony miały zapewnić cywilom bezpieczeństwo, a z drugiej przygotować miejscowe wojsko i policję do przejęcia odpowiedzialności za bazę Giro. Nie było to łatwe zadanie, gdyż często dochodziło do ataków talibów. Latem 2011 roku Zgrupowanie Bojowe „Alfa”, w którym jako kierowca rosomaka służył Paweł Poświat, dostało zadanie oczyszczenia z rebeliantów górzystego dystryktu Zana Khan. W operacji pod kryptonimem „White Eagle Fury” uczestniczyła 5 kompania piechoty zmotoryzowanej Zgrupowania Bojowego „Alfa” dowodzona przez ppłk. (wówczas kpt.) Damiana Kidawę, w skład której wchodził pluton st. szer. Poświata.

Był 28 lipca 2011 roku. Tego dnia Paweł nie miał służby, ale zgłosił się na ochotnika za chorego żołnierza, który miał zasiąść za kierownicą rosomaka. „Taki był Paweł. Nie miał wątpliwości, że powinien zastąpić kolegę”, podsumowuje st. szer. Piotrowski. Koledzy zapamiętali, że przed wyjazdem żartował: „Znowu jestem tym niezbędnym żołnierzem w kompanii. Beze mnie cała operacja nie wyjdzie”.

„Świetny kierowca, świetny pojazd z solidnym pancerzem, wyposażony w systemy przeciwminowe, a jednak wydarzyło się najgorsze”, tak śmierć Pawła wspomina płk Grzegorz Kaliciak w książce „Afganistan. Odpowiedzieć ogniem”, w której opisuje działania IX zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego ISAF. Pod przedziałem kierowcy w rosomaku eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy. Kierowca odniósł ciężkie obrażenia. Czas, jaki upłynął od chwili, gdy st. szer. Piotrowski usłyszał wybuch, do momentu, gdy nadeszła informacja, że Paweł nie żyje, wydawał się wiecznością, w której uczepił się tylko jednej myśli: „tylko nie pod rosomakiem Pawła”.

Mimo szybkiej ewakuacji Paweł Poświat zmarł po przewiezieniu do wojskowego szpitala w bazie Ghazni. Miał zaledwie 29 lat. Był kawalerem i pierwszym żołnierzem Zgrupowania Bojowego „Alfa” poległym na misji. Kpt. Kidawie trudno było pogodzić się ze śmiercią podwładnego, który wcale nie musiał jechać tym rosomakiem. Zależało mu jednak, aby w konwoju znalazł się wzmacniający pluton bojowy wóz piechoty wyposażony w armatę kalibru 30 mm, której bali się talibowie.

TO NIE TAK MIAŁO BYĆ

W Ghazni Pawła Poświata żegnali nie tylko przyjaciele i koledzy z jednostki, w której służył, lecz także wielu amerykańskich wojskowych i afgańskich policjantów. Jego ostatnim chwilom w bazie towarzyszyła piosenka Budki Suflera „To nie tak miało być”. Potem śmigłowiec Mi-17 z trumną na pokładzie odleciał do bazy Bagram, a stamtąd samolot zabrał poległego żołnierza na lotnisko 8 Bazy Lotnictwa Transportowego w podkrakowskich Balicach.

W Jędrzejowie, skąd pochodził Paweł Poświat, uroczystościom pogrzebowym przewodniczył biskup polowy Józef Guzdek. Przypominając sylwetkę poległego żołnierza, podkreślił m.in. jego solidność oraz oddanie, z jakim pełnił swoją służbę. Prezydent RP awansował pośmiertnie st. szer. Pawła Poświata do stopnia sierżanta i odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Krzyża Wojskowego.

KOSZULKA LEGII

„Pawle, pamiętamy, dla Ciebie gramy”, takie hasło towarzyszy rozgrywkom sportowym w piłce nożnej organizowanym co roku w lipcu przez kolegów Pawła w 17 WBZ. Gdy zastanawiali się, jak uczcić pamięć poległego przyjaciela, padła propozycja, aby zorganizować i nazwać jego imieniem piłkarski memoriał. „Paweł kochał tę dyscyplinę sportu. Był zapalonym kibicem Legii Warszawa i Juventusu Turyn. Swoją pasją do piłki zarażał kolegów”, wspomina st. szer. Paweł Szumilewicz.

Przed budynkiem 5 kompanii w 17 WBZ stoi pomnik czterech żołnierzy tej jednostki, którzy zginęli na misji w Afganistanie. Powstał z inicjatywy kolegów, którzy chcieli, aby młodzi żołnierze przychodzący do jednostki poznali swoich poprzedników. Sierż. Poświat ma także swój kącik w sali tradycji. Część pamiątek, m.in. zdjęcia i puchary, przekazała rodzina, niektóre dorzucili koledzy. Wśród tych najbardziej cennych jest koszulka klubu Legia Warszawa z podpisami zawodników oraz piłka tej drużyny. Gadżety te ofiarowali warszawscy legioniści na prośbę organizatorów Memoriału Halowej Piłki Nożnej im. sierż. Pawła Poświata. „Oj, jak by się Paweł ucieszył, gdyby takie dostał”, mówi st. sierż Michał Babczyński.

tekst: Małgorzata Schwarzgruber (Polska Zbojna)
28.07.2021