None

Misja Rumunia

5 zdjęć w galerii
Przeprowadzić natarcie z udziałem transporterów opancerzonych, wyjść cało z zasadzki, odszukać pilota zestrzelonego nad terytorium nieprzyjaciela – to tylko część zadań stawianych plutonom w ramach certyfikacji VIII zmiany PKW Rumunia. Dwudniowy sprawdzian został przeprowadzony na poligonie w Wędrzynie.
Certyfikacja ruszyła w czwartek rano. Kolejnych kilkadziesiąt godzin jej uczestnicy spędzili w polu. - Sprawdzian był bardzo intensywny. Chcieliśmy przetestować nie tylko umiejętności żołnierzy, ale też ich wytrzymałość oraz odporność na zmęczenie - wyjaśnia kpt. Michał Antosiewicz z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, dowódca VIII zmiany PKW Rumunia.

Na początek poszczególne plutony musiały zaliczyć pętlę taktyczną. Ćwiczący przemieszczali się po wędrzyńskim poligonie, realizując kolejne zadania. Wśród nich znalazło się kierowanie ogniem w natarciu. Żołnierze musieli opuścić znajdujące się w lesie stanowiska i przeprowadzić szturm ze wsparciem transporterów opancerzonych. Celem były pojawiające się przed nimi figury, które imitowały nieprzyjacielskie pojazdy. - Obsady Rosomaków prowadziły ogień na odległość 1200-1300 metrów, piechota 200-500 metrów. Do pokonania mieli kilometrowy odcinek - wyjaśnia por. Jarosław Wyrzykowski, dowódca 3 kompanii zmotoryzowanej 17 WBZ. Podczas natarcia sukcesywnie wyrastały przed nimi kolejne sterowane radiowo tarcze. - Dowódcy poszczególnych plutonów sami decydowali, w jaki sposób przeprowadzić natarcie. Mogli na przykład puścić przodem Rosomaki, a dopiero w ślad za nimi posłać do boju piechotę, albo odwrotnie. Musieli też odpowiednio pokierować ostrzałem, który prowadziły podlegające im drużyny - rozdzielić cele, a jeśli któryś okazał się szczególnie trudny do zniszczenia, ześrodkować na nim ogień. Słowem: atutem była ich kreatywność - podkreśla por. Wyrzykowski. Żołnierze prowadzili natarcie zarówno w dzień, jak i w nocy.

W kolejnych godzinach każdy z plutonów realizował własne zadania. Pierwszy musiał przeprowadzić rozpoznanie obiektu i odnaleźć w nim wskazówki dotyczące dalszego marszu. Niebawem żołnierze wpadli w przygotowaną przez przeciwnika zasadzkę. - Sprawdzaliśmy, w jaki sposób zareagują na kontakt ogniowy. Jakie pozycje zajmą, czy uda im się skutecznie odeprzeć atak - mówi dowódca kompanii.

Tymczasem kolejny z plutonów otrzymał informację, że na terytorium kontrolowanym przez przeciwnika został zestrzelony samolot. Żołnierze musieli odnaleźć pilota i sprawić, by bezpiecznie powrócił do bazy. Pierwsza trudność polegała na jego namierzeniu. Wkrótce sytuacja dodatkowo się skomplikowała, ponieważ lotnik dostał się w ręce oddziałów przeciwnika. Należało go więc odbić. – Scenariusz trzeciego epizodu zakładał, że z naszych szeregów zdezerterował żołnierz, wykradając przy okazji ważne dokumenty. Zamierzał je przekazać nieprzyjacielowi, do czego oczywiście nie można było dopuścić - relacjonuje por. Wyrzykowski. Kiedy dezerter został namierzony, okazało się, że ma na sobie pas z materiałami wybuchowymi i jest gotowy je zdetonować. Żołnierze musieli go zatrzymać i jednocześnie wezwać na miejsce saperów z grupy EOD, by zneutralizowali ładunki.

W scenariuszu znalazł się też epizod związany z zaginięciem jednego z żołnierzy. Stało się to podczas działań prowadzonych w nocy. - Żołnierze przeprowadzili „akcję pierwszej szansy”, czyli poszukiwanie siłami plutonu. Ważną kwestią było składanie meldunków i prowadzenie korespondencji. Każdy z żołnierzy ma przypisany kod. Wszystko po to, by w eterze nie padły jego personalia i stopień. Ostatecznie zaginionego udało się odnaleźć w ciągu niespełna 40 minut - zaznacza por. Wyrzykowski.

Akordem kończącym certyfikację było przeprowadzone w piątek strzelanie przy użyciu karabinków Beryl i karabinów maszynowych UKM 2000P. - Dwudniowy sprawdzian wypadł bardzo przyzwoicie – podsumowuje dowódca kompanii.
Certyfikacja stanowiła kolejny etap przygotowań do misji w Rumunii. - Na początku miesiąca sprawdzaliśmy wyszkolenie poszczególnych drużyn. Niebawem czeka nas certyfikacja na poziomie kompanii, która zostanie przeprowadzona przy okazji ćwiczenia „Wilk”, wreszcie certyfikacja całego kontyngentu. Jego trzon stanowią żołnierze z naszej brygady, ale zmiana zostanie uzupełniona przedstawicielami innych jednostek - mówi kpt. Antosiewicz.

Równolegle ze sprawdzianem plutonów, część żołnierzy obecnych na poligonie w Wędrzynie przechodziła kurs SERE-B. Uczy on, jak przetrwać w odosobnieniu na terytorium opanowanym przez wroga. - Zaliczyć go muszą wszyscy żołnierze wybierający się na zagraniczną misję - zaznacza kpt. Antosiewicz. Ale cykl przygotowań obejmuje nie tylko elementy stricte wojskowego rzemiosła. W programie znalazły się również zajęcia z profilaktyki antykorupcyjnej czy kultury i języka rumuńskiego.
Polski kontyngent pojawił się w Rumunii latem 2017 roku. Poszczególne zmiany liczą nie więcej niż 250 żołnierzy, którzy do dyspozycji mają 14 kołowych transporterów opancerzonych Rosomak. Na miejscu wojskowi przede wszystkim biorą udział we wspólnych ćwiczeniach z rumuńską armią oraz międzynarodowymi siłami NATO. Decyzja o rozpoczęciu misji zapadła na szczycie NATO w Warszawie. Ma ona związek ze wzmacnianiem tzw. wschodniej flanki Sojuszu. W tym samym czasie międzynarodowe batalionowe grupy bojowe zostały rozlokowane w Polsce, Litwie, Łotwie oraz Estonii. VIIII zmiana PKW wyruszy do Rumunii na początku stycznia przyszłego roku.

Tekst: Łukasz ZALESIŃSKI /Polska Zbrojna/
Foto: st. szer. Michał WILK / st. szer. Patryk SZYMANIEC