Niniejsza strona do poprawnego działania używa cookie. Więcej w polityce prywatności. Rozumiem, zamknij pasek.

POLISH ARMED FORCES
A A A A A



186. ROCZNICA BITWY POD IGANIAMI

| Autor:

Sukces taktyczny gen. Ignacego Prądzyńskiego odniesiony w dniu 31 marca 1831 r.
w bitwie pod Dębem Wielkim, nie został właściwie wykorzystany przez polskie dowództwo. Wódz Naczelny – gen. Jan Skrzynecki nie wykorzystał okazji do uderzenia na wycofującego się przeciwnika. Istniała szansa, aby dywizja kawalerii pod dowództwem gen. Tomasza Łubieńskiego przeprowadziła pościg, który mógł zdecydować o kolejnym sukcesie. Tymczasem zwłoka w podjęciu działań umożliwiła Rosjanom wycofanie się do Mińska Mazowieckiego.

Należy wspomnieć, że w bitwie pod Dębem Wielkim zostały zdobyte dokumenty, z których wynikało, że wojska feldmarszałka Iwana Dybicza mają zamiar przeprawić się na lewy brzeg Wisły i zaatakować Warszawę od południowego zachodu. Generał I. Prądzyński upatrywał szansę powodzenia w zdecydowanej ofensywie na Rosjan szykujących się do przeprawy na zachodni brzeg. Czynnik zaskoczenia miał sprzyjać atakującym wojskom polskim. Przedstawiony plan nie został jednak zaakceptowany przez gen. J. Skrzyneckiego, który uważał go za zbyt ryzykowny. Plan zakładał kontynuowanie ofensywy wiosennej w kierunku na Siedlce. Był to całkiem realny plan, którego sukces mógł mieć dla Rosjan poważne perturbacje. Chodziło w nim o oskrzydlenie stanowisk VI korpusu rosyjskiego dowodzonego przez gen. Grigorija Rosena. Polskie siły oskrzydlające liczyły ok. 20 000 żołnierzy i 20 dział, wspierać je miała kawaleria gen. T. Łubieńskiego (24 szwadrony i 8 dział).

Podjęte przygotowania do akcji zaczepnej w kierunku Siedlec nie uszły jednak uwagi Rosjan. Wojska feldmarsz. I. Dybicza rezygnując z pierwotnego planu przeprawy na drugi brzeg Wisły, rozpoczęły marsz na północ, chcąc przeszkodzić polskim działaniom.
W dniu 9 kwietnia polskie dowództwo otrzymało informację o marszu podjętym przez Rosjan. Należało się pośpieszyć, aby uniknąć walki z połączonymi siłami rosyjskimi. Generał I. Prądzyński, dysponując uszczuplonymi przez Naczelnego Wodza siłami (11 000 żołnierzy i 16 dział), ruszył w kierunku Trzcińca.

Po południu 10 kwietnia doszło do bitwy z wojskami gen. G. Rosena. Starcie z Rosjanami było debiutem gen. I. Prądzyńskiego, jako samodzielnego dowódcy. Mając zaledwie 7000 bagnetów i 14 dział (pozostałe siły zostały użyte do osłony) wobec zdecydowanej przewagi przeciwnika (ok. 14 000 żołnierzy i 28 dział), uderzył na most i groblę na rzece Muchawce oraz na Iganie siłami 1. i 8. pułku piechoty, którymi dowodził gen. Ludwik Kicki, wsparty czterema bateriami artylerii konnej mjr. Józefa Bema. Opanowując te miejscowości droga odwrotu zostałaby Rosjanom odcięta. Sukces okazał się jednak tylko połowiczny. Przeciwnatarcie trzech rosyjskich batalionów odrzuciło siły polskie. Ponadto dała się szczególnie we znaki artyleria rosyjska, która zajmując dogodne pozycje na wyższym zachodnim brzegu rzeki Muchawki, skutecznie raziła pozycje polskich batalionów.
O sukcesie Polaków zadecydował kunszt wojenny gen. I. Prądzyńskiego, który w momencie przerwania ognia rosyjskiej artylerii, gdyż ta mogłaby razić własne pozycje – rzucił do walki czekający w odwodzie 5. pułk piechoty. Umiejętne i skryte użycie odwodu, który uderzył w bok szturmującej kolumny rosyjskiej doprowadził do zwycięstwa w bitwie pod Iganiami.

Tylko części atakującej piechoty rosyjskiej udało się ujść na zachodni brzeg rzeki. Pozostali zginęli, bądź też zostali wzięci do niewoli. Straty rosyjskie w bitwie pod Iganiami były duże, wyniosły ok. 3000 zabitych i rannych żołnierzy oraz 1500 wziętych do niewoli. Z szeregów polskich ubyło ok. 500 żołnierzy.

W podsumowaniu bitwy pod Iganiami, czytamy:
„Bój pod Iganiami był debiutem Prądzyńskiego jako samodzielnego dowódcy. [...] Zwycięstwo igańskie pozostało jednak tylko sukcesem taktycznym. Gen. Skrzynecki opóźnił swój marsz wzdłuż szosy siedleckiej, przez co umożliwił Rosenowi wycofanie się do Siedlec i uniknięcie całkowitej klęski. Wódz naczelny przybył do Igań dopiero wieczorem 10 kwietnia, a więc po bitwie, ale nie zdobył się na podjęcie próby opanowania Siedlec. Zdawał sobie sprawę z ryzyka starcia z siłami głównymi Dybicza, które 10 kwietnia dotarły do Łukowa. Postanowił przetrwać dalsze kroki zaczepne i wycofać armię za rzekę Kostrzyń. Niemniej jednak dotychczasowe wyniki ofensywy wiosennej wojsk polskich były owocne. Siły główne armii rosyjskiej musiały wycofać się znad Wisły w kierunku Siedlec, a podjęte w końcu kwietnia przez Dybicza próby działań zaczepnych [...] zostały zaniechane. Na tyłach wojsk rosyjskich coraz potężniej rozwijały się działania partyzanckie na Litwie, podjęto także próby wywołania powstań na Wołyniu i Podolu”1.

Historyk wojskowości, Marian Kukiel, następująco podsumował bitwę pod Iganiami:
„W kilkugodzinnym boju Prądzyński, pod strasznym ogniem bocznych bateryj rosyjskich z prawego brzegu Muchawca, złamał nieprzyjaciela, wygnał za rzekę […], ale nie zdołał przemagającemu przeciwnikowi odciąć odwrotu. […] Jednakże tęgi czyn wojenny, jakim był wypad polski, podziałał paraliżująco na ducha inicjatywy u feldmarszałka. Pomimo że zwycięstwa taktyczne nie były wyzyskane strategicznie, pozostawał doniosły wynik: armia rosyjska spod Warszawy i znad Wisły była odrzucona pod Siedlce (wartość ofensywy, nawet nie uwieńczonej stanowczym zwycięstwem). Ofensywa podjęta przez Debitscha od Siedlec (w końcu kwietnia) została prędko zaniechana (walki pod Liwem, Kuflewem, Mińskiem); na tyłach Rosjam coraz potężniej rozwijało się wielkie powstanie narodowe na Litwie; wielkie działania zaczęły się na nowo w maju, nową ofensywą polską”2.

Bibliografia:
1 Polskie tradycje wojskowe cz. 3, pod red. Józefa W. Dyskanta. Warszawa 1995, dz. cyt. s. 166.
2 Kukiel Marian, Zarys historii wojskowości w Polsce. Londyn 1949, dz. cyt. ss. 261-262.


Autor: ppłk Ryszard Najczuk